Ślepcy – Maurice Maeterlinck

Ślepcy – Maurice Maeterlinck

Ślepców czytałem ostatnio w autobusie. Ta metafora ludzkości: ślepej, błądzącej w ciemnym borze wśród bagien i trzęsawisk; ludzkości żyjącej na jakiejś wysepce otoczonej ze wszech stron morzem. Galeria postaci, fakt że „papierkowych”, pozbawionych cech indywidualnych, ale takie są mechanizmy sztuki uniwersalnej, że typizowane postaci podporządkowują jednostkę, indywiduum – całości. Niejako wchłaniają ją w swoje koła wzniosłości i nobilności. Ale mniejsza z tym.

Galeria postaci ślepych: starzec, staruszka, kobieta piękna, młoda szalona, dziecko… . No i ksiądz, któremu się umarło. Cóż jednak uderza? Kobiety oddzielone od mężczyzn rozmawiają o księdzu śniącym już w innych wymiarach. Ci ludzie jednak nie wiedzą o tym i czekają na Godota, który wyprowadzi ich z ciemności, niepokoju, ustawicznego lęku przed nieznanym:

(…) Jestem pewny, że zbłąkał się razem z nami i że teraz szuka drogi. Dokąd poszedł? – Nie ma prawa zostawiać nas tak tutaj… – Tak mówi jeden z tytułowych ślepców. Do kogo jednak kieruje te słowa? Rzecz jasna, że do Księdza, ale kim jest Ksiądz? Zważywszy, że Ślepcy to dramat symboliczny, a jak wiadomo, symbol jest dwupłaszczyznowy; gdzie pierwsza płaszczyzna, ta będąca odtworzeniem konkretnej rzeczywistości zaspakaja w pełni szperaczy powierzchni, i ta „otchłanna”, nigdy niezgłębiona, dla tych, co bezskutecznie i nieco tragicznie próbują rozdrapać gładkości świata. Zatem, do kogo kieruje swoje słowa ten ślepiec? Czy rzeczywiście do Księdza? A może do tej niewidzialnej istoty, tajemniczej, absolutnej, której duch unosi się nad wszechświatem?

Dokąd poszedł? Ale kto? Kto nie ma prawa zostawiać nas samych tutaj, pośród tych ciemności? Kto zbłądził razem z nami? I jeszcze jeden bardzo ważny i jak dla mnie kluczowy cytacik: Zapytujemy się wzajem i wzajem sobie odpowiadamy: żyjemy razem, jesteśmy zawsze razem, ale nie wiemy o sobie, kim jesteśmy! (…) Cóż z tego, że możemy się wzajem dotykać rękami?

O jakiej to sytuacji egzystencjalnej mówi ten ślepiec? Kim jest człowiek? Człowiek pyta człowieka a ten mu odpowiada. Człowiek żyje z człowiekiem, ale nic nie wie ani o sobie, ani o tym drugim nic. Co z tego, że możemy się dotykać? Gombrowicz cieszyłby się, skakał z radości: och! och! a nie mówiłem – kościół międzyludzki: człowiek od człowieka zależny, człowiek stwarzany przez człowieka, człowiek nie mogący się obejść bez człowieka. Ale cóż z tego, kiedy temu człowiekowi coś brakuje.

No i jeszcze ostatnie słowa dramatu: Miej litość nad nami! Chciało by się tylko poprzedzić te ostatnie słowa krótkim acz wypowiedzianym z najwyższym napięciem emocjonalnym rzeczownikiem: Boże! Miej litość nad nami!

Bo dla mnie jest to zmetaforyzowany obraz człowieka, ludzkości, która została opuszczona przez Boga, człowieka, który uśmiercił w sobie Boga. Stąd te przerażające ciemności. Stąd ta wysepka będąca odpowiednikiem życia. Stąd ta ślepota tych ludzi, którzy utracili zdolność odróżniania dobra od zła i żyją w mrokach moralnych, pozbawieni światła-widzenia. Nietzsche mieszkał przecież za międzą Maeterlincka!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *