Pogarda – Alberto Moravia

Pogarda – Alberto Moravia

(…) Bądź co bądź napomknę coś o Pogardzie Moravii, chociaż kilka zdań, ażeby nie umknęło mi z wiatrem bezśnieżnej zimy tego roku. Otóż, tytułowa pogarda to uczucie, jakie czuje Emilia do Riccarda. Jest to bowiem historia upadającego małżeństwa: on pisze scenariusze, ale jego ambicją jest oddanie się sztuce dramatycznej i teatrowi; ona natomiast jest po prostu kobietą niewykształconą. Małżeństwo podtrzymuje jeszcze przy życiu … No, właśnie co? Co podtrzymuje przy życiu owo małżeństwo?

Chyba pieniądz, luksus (na miarę), jaki zapewnia Riccardo Emilii. Ale nie to mnie interesuje. Mnie obchodzi Odyseja i jej interpretacja niemieckiego reżysera Rheingaldani Molteriego. Otóż Rheingald – psycholog z zamiłowania chce zrobić z Odysei film iście psychologiczny. Tłumaczy Homerowy epos mniej więcej tak: motorem napędowym Odysei nie jest miłość Penelopy do Odyseusza, lecz wierność. Wierność zaś niekoniecznie musi być tożsama z miłością, może to być forma zemsty, szantażu bądź odwetu upokorzonej miłości własnej. Ale cóż, kiedy wojna trojańska kończy się wszyscy bohaterowie wracają do domów z wyjątkiem Odyseusza, który przeciąga do dziesięciu lat swój powrót do rzekomo ukochanej Penelopy i po drodze zdradza ją z kim popadnie. Odyseusz podświadomie nie chce wracać do domu i dlatego tak przeciąga swój powrót.

Przez owe dziesięć lat zmaga się wewnętrznie z sobą i w końcu przełamuje swój opór. Ale dlaczego nie chce wracać? Dlatego, że jego stosunki z żoną są w opłakanym stanie. Już przed wojną były nie do zniesienia dla Odysa, skoro na wojnę wyrusza osobiście. Mógłby przecież wysłać swoje wojsko pod dowództwem najbardziej zaufanego człowieka, a on korzysta z okazji i wyrusza osobiście, aby w ten sposób uciec od Penelopy. Źródło złych stosunków tkwi w charakterach obydwu postaci: Penelopa jest bowiem uosobieniem tradycji greckiej; jest cnotliwa, szlachetna, dumna, religijna, dobra matka, wzorowa żona, natomiast Odyseusz jest rozsądny, inteligentny, wyzbyty przesądów i wyrafinowany. Konflikt zrodził się w momencie, kiedy do Penelopy ustawiły się kolejki zalotników, którzy obdarowywali ją darami. Ona jako kobieta dumna i wierna tradycji przyjmuje dary, ale pragnie, aby Odyseusz przepędził zalotników. On tego jednak nie robi, bo wierzy w wierność żony. Z kolei Penelopa oburzona biernością męża, buntuje się w sobie i pogardza Odysem; czuje, że go już nie kocha i mówi mu to. Odys próbuje to naprawić, ale nie udaje mu się, dlatego też życie w Itace staje się dla niego piekłem. Nic więc dziwnego, że wybuch wojny jest dla niego rodzajem ucieczki z tego ziemskiego pandemonium. Toteż sam wyrusza na wojnę. Po zakończeniu działań wojennych i upadku Troi wsiada na statek, ale gdzie ma powrócić? Do żony, która go nie kocha? Dlatego podświadomie szuka wszelakich sposobów, aby opóźnić powrót do domu. Kiedy jednak już wraca po dziesięcioletniej tułaczce sytuacja się powtarza: Penelopa mówi mu, że była mu wierna, ale nie z miłości, lecz dumy własnej. Pokocha go, ale pod jednym warunkiem – musi zabić wszystkich zalotników. Odyseusz nie jest ani mściwy, ani bezwzględny czy bestialski, wie, że mógłby usunąć zalotników dyplomatycznie. Wie jednak, że tylko zabijając ich mógłby odzyskać szacunek i miłość żony, toteż zabija ich…

Bardzo to sprytne i dość logiczne. Ale jak? Gdzie tu mowa o ingerencji boskiej w losy bohatera spod Troi? Gdzie, u diabła, rola i znaczenie losu, który odgrywał tak ważną rolę w świecie starożytnym? No, gdzie? Gdyby te kwestie nie odgrywały w Odysei żadnej roli, to być może i zgodziłbym się z taką interpretacją. Cóż, kiedy psychologia ujmuje świat i człowieka z ateistycznego punktu widzenia!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *