Malowany ptak – Jerzy Kosiński

Malowany ptak – Jerzy Kosiński

W „Uwagach Autora” do Malowanego ptaka J. Kosińskiego czytamy: „ Wystarczy to, że nie zabijają Chłopca [ chodzi tu o tych wszystkich wieśniaków, o których mam zamiar napisać nieco później], aby uznać wszystkich dorosłych występujących w książce za bohaterów pozytywnych. W czasach, kiedy życie ludzkie często nie posiadało tej wartości co kula, która mogła je przerwać, fakt, że samotny chłopiec, uważany za Żyda lub Cygana, zdołał przetrwać wojnę, jest niewątpliwie wyjątkowy (…) Tymczasem dorośli spotkani przez Chłopca przyczynili się do przetrwania przez niego wojny, i to mimo że cały czas przebywał wśród obcych, którym groziła śmierć za udzielenie mu schronienia lub jakiejkolwiek pomocy (…) Książka ma także negatywnego bohatera. Jest nim Chłopiec. Ze wszystkich postaci on jeden nienawidzi świadomie, ciągle i płomiennie; pragnie odpłacać nienawiścią za wszystko, co przydarzyło mu się na tym świecie. Życie codzienne dostarcza mu zarówno powodów do nienawiści, jak i wielu możliwości jej wyrażania.”

Nie wiem kto, u diabła, pisał te słowa, bo nie mogę się w tym czytelnikowskim wydaniu dogrzebać, ale jeżeli, jak sugeruje tytuł, sam autor, to na dobrą sprawę ja mam nieco inne poczucie pozytywu i negatywu.

Bo czym można usprawiedliwić całe bestialstwo, okrucieństwo, sadyzm, gruboskurność i wszelkie dewiacje tej społeczności, przez którą podróżuje, niczym Dante przez kolejne kręgi Piekła, Chłopiec? Czy można dać im ( tym wieśniakom) alibi i roztoczyć zwiewną zasłoną niewinności ubolewając nad ich ciemnotą będącą wynikiem życia zgodnego z tradycją przodków? Czy ci wieśniacy, żyjący pod presją tradycji ludów prymitywnych, przesądów, zabobonów, które określają ich egzystencję, nadają sens ich bytowi, są bohaterami pozytywnymi. „Uwagi Autora” wskazują, że tak, że decydującym czynnikiem do tego, aby zaliczyć kogoś do ludzi pozytywnych jest posiadanie świadomości. Jeżeli świadomość to określona wiedza na temat zła, to ja protestuję. Nie wiem bowiem, jak trzeba być debilnym, ażeby bić kogoś, niemal katować, budzić w nocy, szczuć psem, jak czynił to Garbosz, i nie zdawać sobie sprawy, że to może komuś sprawić ból i cierpienie?! Albo wrzucenie Chłopca przez ludzi, którzy wytaszczyli go z kościoła, do rowu z ludzkimi odchodami.

Jeżeli to są pozytywni bohaterowie, to ja nie wiem, jaką ów człowiek, piszący te słowa ma (miał) hierarchię wartości?

Idąc dalej; zachowanie Ewki jest jak najbardziej pedofilią i zoofilią. Być może kopulowanie z królikami i kozami jest czymś naturalnym, ale chyba w środowisku zoofilii. Bo jeżeli uznamy to za coś naturalnego, to trzebaż by zmienić kryterium oceny i zaliczyć tych ludzi do grupy chorych psychicznie, którzy pobłądzili w świecie dewiacji.

I można mnożyć przykłady brutalności, jaką stosują wieśniacy w stosunku do Chłopca, gdyż w Malowanym ptaku aż roi się od takich scen. Jedynie jako chorobę można uznać zachowanie Głupiej Ludmiły, ale wykucie oczu parobkowi przez młynarza chorobą nie jest. To zwykły sadyzm. I trudno mi usprawiedliwić, ba, szukać jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla tych nieludzkich zachowań i przypiąć, z czystym sumieniem, etykietę „pozytywny” ludziom, którzy żyją i sami tworzą świat przemocy, ustawicznego znęcania się nad drugim człowiekiem. Rodzi mi się jednak pytanie: Czy chłopiec nienawidzi świadomie, jak sugeruje autor, od początku powieści? Raczej nie.
Poczułem się silniejszy i bardziej pewny siebie. Minął okres uległości, wiary w dobro, w moc modlitwy, w ołtarze, w księży, w Boga, który pozbawił mnie mowy. Jak pięknie odpłaciła mi Ewaka za moją miłość i gotowość spełnienia wszystkich jej życzeń!
Teraz przyłączę się do tych, którym pomaga Szatan. Jeszcze nie wykazałem się niczym szczególnym w jego służbie, ale z czasem dorównam najbardziej doświadczonym Niemcom. Otrzymam wyróżnienia i nagrody, a także specjalne moce, które pozwolą mi gnębić ludzi najsubtelniejszymi metodami. Każdego, kto się ze mną zetknie, zarażę złem. Będzie odtąd również prowadził dzieło zniszczenia, a jego sukcesy zasilą i moje konto.

Słowa te wypowiada Chłopiec patrząc na scenę w izbie, kiedy to jego miłość – Ewka, ktoś, kogo obdarzył, jak zdawało się Chłopcu, uczuciem prawdziwym, subtelnym, kopuluje z kozłem. Ewka była kimś, dla bohatera, kto nie używał wobec niego przemocy fizycznej. Wszystkie te pedofilskie pieszczoty Ewki sprawiały mu nie tylko przyjemność, ale można by rzec, iż Ewczyne czułości zastępowały mu miłość, ciepło i czułość matczyną. Toteż kiedy ujrzał ją z kozłem coś w nim pękło, coś się załamało. Poczuł się zdradzony, tam gdzie pozornie mniemał, że znalazł miłość, nie było miłości, a tylko zboczenie i zło. Zawiedzione ambicje, poczucie zdrady? Chyba to nie wszystko. Scena Ewki z capem przewróciła świat Chłopca do góry nogami. To, co budowało przez te wszystkie miłe chwile spędzone z nią: ciepła, subtelności, oddania, ufności, w mgnieniu oka rozsypało się w drobny pył, a rzeczywistość przestała mieć jakąkolwiek wartość.

Coś we mnie pękło. – Wyznaje. – Moje myśli rozsypały się i potłukły na drobne kawałki podobne do skorup rozbitego dzbana. Czułem się jak rybi pęcherz, dziurawiony raz po raz, który zapada się w głęboką, mulistą wodę.

Nagle cały ciąg wypadków wydał mi się jasny i oczywisty. Zrozumiałem powiedzenie, jakie często słyszałem w odniesieniu do ludzi, którym powodziło się w życiu: „Są w zmowie z diabłem”.
Tak załamał się świat Chłopca, dla którego wspomniana scena była swoistą traumą, tragedią jego wszechświata. Skoro nie mógł znaleźć miłości – tego upragnionego raju, celu każdej ludzkiej wędrówki – w modlitwach, w Bogu, pieszczotach Ewki i wreszcie w dobru, zaczął jej szukać w złu. Przedzierzgnął się w desperata, dla którego system wartości fiknął koziołka tak niefortunnie, że głowa była na dole a nogi chaotycznie wspinały się ku górze aksjologicznej piramidy świata, na szczycie której tryumfalnie powiewały: nienawiść, przemoc, śmierć, pogarda i zło.

II
Wrócę jeszcze na moment do Malowanego ptaka, a ściślej mówiąc do interpretacji tytułu. Jak można tłumaczyć sam tytuł? Czymże jest ten „malowany ptak”?

Przypuśćmy, że jest pewnym symbolem, a zatem pewnym skrawkiem rzeczywistości literackiej, gdzie tytułowy ptak ma swój dosłowny, zwyczajny sens, który można odkryć na zewnątrz nie wnikając, nie baraszkując zbytnio w głębi świata przedstawionego. I nie potrzeba wnikliwej analizy, ażeby tę dosłowność uchwycić i wskazać. O malowanych ptakach bowiem dowiadujemy się z rozdziały, kiedy to Chłopiec towarzyszy Lechowi. Podczas nieobecności Głupiej Ludmiły Lech wyciągał z klatki najsilniejszego ptaka, malował go na różne kolory, a następnie udawał się z nim i z Chłopcem do lasu. Tam ptak zmuszany przez Chłopca poczynał wydobywać z siebie głos, by w ten sposób przywołać stado innych ptaków tego samego gatunku, co ten wymalowany na różne kolory. Kiedy już zebrała się dostateczna ilość ptaków, wtedy Chłopiec wypuszczał „indianina”, który widząc swych braci chciał, za wszelką cenę, zjednoczyć się ze stadem. Nic z tego! „Indianiec” okazywał się wrogiem poprzez swoje kolory w swoim stadzie, które atakowało go raz za razem jako odmieńca, a ptak tracił wysokość i po chwili spadał martwy i zalany krwią.

Ale symbol, jak wiadomo, ma jeszcze drugie dno; ciemne, mroczne, ukryte gdzieś w głębi za nieskończoną zasłoną definicji. Ja jednak zatrzymam się jeszcze na innej interpretacji tytułu. Poprzez liczne paralele rozsiane w tworze, głownie pomiędzy zachowaniem zwierząt i ludzi. I w wypuszczanych przez Lecha malowanych ptakach i w osobie i historii Chłopca można bowiem dostrzec pewne znamienne podobieństwo, jakąś równoległość losów. Wystarczy, że pod figurę malowanego ptaka podstawimy Chłopca a pod stado wieśniaków, ludzi, których na swej drodze spotyka bohater.

           Malowany ptak                     ===============>       Stado

                                                                                                                                       ||                                                                                        ||

                 Chłopiec Wieśniacy              ===============>        (społeczeństwo)

Zachodzi tu ścisła zbieżność polegająca na takim samym mechanizmie zachowań stada w stosunku do malowanego ptaka, jak i wieśniaków do Chłopca. Jak wiemy bohater swoim wyglądem przypomina jednym Żyda, innym Cygana, ale jednocześnie jest człowiekiem. Czarne włosy i czarne oczy, to „barwy” Chłopca, które odróżniają go od stada „białych”, nadają mu barw „malowanego ptaka”. Chłopiec za wszelką cenę, tak jak wymalowany przez Lecha ptak, chce żyć w społeczności ludzkiej, chce, aby uznano go za jednego z nich. Cóż się jednak takiego dzieje? Wygląd Chłopca określa wyraźną granicę między nim a otoczeniem, a całą społecznością wiejską, która w tym przypadku jest modelem społeczeństwa w ogóle, do którego chce należeć. Za każdym jednak razem, kiedy pragnie przeniknąć do innych; ich słowa, zachowanie i stosunek (wrogi, toksycznie trujący) do bohatera uświadamiają mu w pełni, że ów świat jest dla niego obcy, niedostępny, rzeczywistość, w której ma nadzieję się zadomowić okazuje się rzeczywistością szytą nie na jego miarę.

Albowiem Chłopiec potrzebuje pomocy, akceptacji, ale te pragnienia nie mogą zostać zaspokojone, gdyż kontekst historyczny i dogmaty tradycji, świadomość kształtowana przez wieki i mentalność, w której wychowali się i żyją wieśniacy, nakazują im, bez większej żenady i wyrzutów sumienia, traktować jak obcego, przybłędę, „cudzego”, i wreszcie nieczłowieka.

Wieśniacy tworzą zatem układ hermetyczny dla bohatera, układ, w którym priorytetem jest prymitywny „symulator”, który nakazuje im postępować wedle dwóch zasad: mechanizm świata, podstawowy i zasadniczy, opiera się na prawie silniejszego, po drugie zaś; wszelka inność nie może i nie będzie nigdy akceptowana.

W tym kontekście jest to dla mnie powieść o pragnieniu i usilnym poszukiwaniu wspólnoty. O ucieczce przed samotnością, ucieczce od świadomości inności. Doświadczenie jedności z innymi, potrzeba przynależności do jakiejś grupy bądź do kogoś, to imperatyw bohatera, jego kardynalna potrzeba, a jednocześnie lekarstwo na głęboki uraz „zewnętrzności”. I wreszcie elementarne powołanie człowieka, które nadaje sens jego bytowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *